środa, 19 lutego 2014

Banalnie, przewidywalnie


Witajcie! Dopadło mnie jakieś przeziębienie...już drugi dzień się męczę... Po pracy bezpośrednio położyłam się do łóżka i teraz, kiedy trzeba iść spać jestem już wyspana :-).

Ostatnio częściej myślę o tym, jak wygląda moja szafa. Myślę, co się stało z dziewczyną, która nosiła szalone ciuchy. Dawniej miałam dużo dziwnych rzeczy, że mało kto zdecydowałby się na ich kupno. Zastanawiam się gdzie się one podziały? Kiedy moja szafa zaczęła być ponura i banalna? Gdzie szaleństwo, które we mnie było. Czy przytłoczyła mnie rzeczywistość, czy zaczęłam się przejmować tym, co pomyślą inni? 

Przez to, że w mojej szafie jest więcej zwyczajnych rzeczy ja sama stałam się "standardowa"? Ciuchy, które teraz noszę lubię, ale nie mogłabym powiedzieć, że je uwielbiam. Czuję się dobrze w swoich ciuchach, ale nie tak dobrze jak kiedyś. Może to tylko złudzenie, a ja dorosłam i nie mogę sobie pozwolić na kosmiczną sukienkę czy czerwone legginsy ze złotymi butami :D. Bardziej myślę o tym, co mi wypada, a co nie. Zawsze chciałam ubierać się adekwatnie do swojego wieku, ale nie wiedziałam, że tak szybko moja szafa stanie się ponura. 

Wspominam z uśmiechem na ustach mój połyskujący dres, w którym z dumą chodziłam po mieście. Fioletowe spodnie dzwony, których nogawki miały chyba z pół metra szerokości. Spódnice z frędzlami, w której wyglądałam jak dziewczyna Tarzana ;-). Moja trzykolorowa ramoneska, w której wyglądałam jakbym  przed chwilką zeszła z motoru. Wspominam też spodnie dżinsy, które od kolan miały naszyte futerko. Dużo jest takich rzeczy, które uwielbiałam i nosiłam. Było w tych ciuchach i we mnie szaleństwo, które gdzieś wyparowało. Być może przez codzienność i takie szare życie. Oczywiście, w szafie mam też takie "okazy", ale zdobią półki w szafie a nie mnie. Czasem lubię sobie kupić coś, tylko dlatego, że chce to mieć, bo mi się marzy. 

Kiedyś, jak ktoś zapytałby się mnie, w jakiej sukience chciałabym pójść do ślubu odpowiedziałabym, że w czerwonej sukni albo sukni w kolorze pudrowego różu. Dlaczego nie w białej? Biała byłaby zbyt przewidywalna, jak dla mnie i banalna. Teraz, jak ktoś się mnie o to by zapytał, co bym odpowiedziała? Na samą myśl o ślubie mam gęsią skórkę, ale z innych powodów. Jak miałabym się kiedyś zdecydować na taki krok, to wybrałabym dopasowaną sukienkę przed kolono w kolorze ecru, do tego wysokie szpilki. To byłabym cała ja:-). Czy byłoby to nieprzewidywalne, a może raczej banalne?

Wiem na pewno, że nigdy nie zrezygnuję z obcasów. Ludzie się dziwią się, w nich chodzę, ale uwielbiam to!!! Bez obcasów nie czuję się sobą. Może to głupie, ale szpilki dodają mi pewności siebie i czuje, że ja to ja. W płaskich butach wszystko wygląda inaczej i nie czuję się w nich komfortowo. Oczywiście, mam w swojej kolekcji płaskie buty, które czasem noszę. Chce żeby te czasem zostało :-) i nie zmieniło się na częściej :-). Już jak byłam małą dziewczynką, kochałam buty. Mama kupowała mi lakierki i zanosiła je do szewca, żeby podbić je, tak żeby stukały.  Frajdę sprawiało mi wchodzenie w tak podbitych lakierkach do kościoła. Za mną roznosił się stukot obcasów :-). 

Dzisiejsza stylizacja całkiem banalna i przewidywalna. 

Body, spódnica - Bershka 

Buty - Miejski butik

Bransoletka - Missiu 








Share:  

0 komentarze:

Prześlij komentarz

A Ty?! Co o tym myślisz? - napisz :-)